ciocia
2 października - wieczorem
A jednak dzisiaj jeszcze spędziłam z ciocią. Byłyśmy w markecie i mam wreszcie kubek i własną tackę.:) Potem odwiedziłyśmy cioci koleżankę. Jej syn mówi świetnym angielskim i to nie tylko jak na Azjatę. :) Było miło i się wygadałam. Właśnie zadzwoniła ciocia powiedzieć mi, że dotarła do domku i zapytać czy idę już spać.:) Fajnie mieć taką ciocię. Nawet jak się w 50% przypadków rozumiecie na opak.;]
Â
A oto mój kubeeek i zapas żarcia;).
Â
Â
I pożegnalne zdjęcie z ciocią...
Â
A w uszach ciągle słyszę różne zdania po wietnamsku. W zasadzie to mam problem z rozumieniem dziewczyn mówiących po polsku w drugim pokoju.
Â
Udało mi się wyciągnąć zdjęcia od Ewy:
Â
pierwszy posiłek z ciocią:
ja i Gam w naszym kÄ…ciku...;)
2 października - wczesnym popołudniem
Opis problemu:
;)
łączy mnie ładnie z siecią (mam klucz, który wpisuję od Amerykanów z dołu - u Karo działa)
pokazuje mi, że "połączono", jakość "znakomita" (no tak sobie bo tylko 56kbps, ale
teoretycznie jest)
strony nie działają!
wchodzÄ™ w cmd
ipconfig
wyświetla mi moje ip
maskÄ™ i bramÄ™
Â
pingujÄ™ adres bramy
Â
zwraca mi świetne czasy
Â
co jeszcze mogę Wam napisać?
Â
chcę łącza!
(zwłaszcza, że u Karo działa a ma tego samego lapka z tą samą konfiguracją połączeń -
sprawdziłam wszystko po kolei)
Â
i... brak łącza to w tej chwili jedna z większych wad akademika (poza brakiem pralki,
lodówki, klimy....;P) ;)
Â
Sjesta by mi pasowała, ale dziewczynki nie są zbyt chętne do jej przestrzegania a i tak w
czasie wizyty cioci mocno sie odizolowałam od grupy.
Â
Lubię ten akademik jeszcze z jednego powodu - sny. W Anglii, u Mu nie miałam snów albo ich
nie pamiętałam. Tu- śpi mi się bardzo dobrze i sny są "zdrowe". Możecie mówić, że jestem
głupia, ale zawsze wierzyłam i wierzyć będę w miejsca, prądy, duchy i że we wszystkim zawsze
jest ziarenko prawdy. W każde kłamstwo ktoś wierzy. A wiara ożywia. Czy chcemy, czy nie.
Â
Jestem zmęczona i odpoczywam, więc nie napiszę Wam, co, gdzie i jak.
Â
Wczoraj poznałam kilkoro Amerykanów z 2giego piętra. Próbowali mi użyczyć internetu (inna
sieć, która działa na ich piętrze;)). Ale się zbuntował. Chyba mnie ten akademicki internet
nie lubi, bo innym przynajmniej czasami działa;). Amerykanie strasznie narzekają na warunki
- a mają klimę, pokoje dwuosobowe, lodówkę, tv.......... i są tu tylko na miesiąc. Jutro
mamy spotkanko z vice-deanem. Spróbujemy powalczyć o lodówkę. Admin akademika powiedział
nam, że nie ma takiej opcji a po wietnamsku do innego coś o tym, że jesteśmy z Polski, więc
nie. Cham. Laotańczycy - nie płacą. Rosjanie i Ukraińcy - mniej niż my. Amerykanie - dwa
razy więcej. Płacimy więcej a mamy pokój, w którym poprzednio mieszkali Laotańczycy (!!!).
Â
Po raz pierwszy od przyjazdu mam teraz chwilÄ™ dla siebie. Nikt mnie nigdzie nie ciÄ…gnie.
Luuuuzik.:) Ze dwie godziny - zanim dziewczynki nie wrócą z zakupów. Potem pójdziemy się
dointernetować do jakiejś kawiarni albo innej żarłodajni (jest jakiś barek z wifi w
pobliżu...).
Â
A wieczorem może market - ręcznik i jakieś naczynia. Jeszcze trzeba poprosić w akademiku o
jakÄ…Å› miskÄ™ do prania. ;)
Â
Jutro znowu zakręcony dzień - rano to spotkanie z vdeanem a między 14 a 16tą mamy się
pojawić w ambasadzie i dadzą nam kasę za wrzesień (yuhu!). Niestety w dolarach.
Â
Chodzenie z ciocią bardzo dużo mi dało w kwestiach rozumieniowych. Wczoraj byłam z siebie
strasznie dumna, gdy stałam sobie pod prysznicem i rozumiałam rozmowę między jakąś parą za
oknem;) (wooolnooo mówili;)). Ciocia też zaczęła mówić baaardzooo wolno. :) A pierwsi
państwo, których wspólnie odwiedziliśmy kazali mi czytać napisy w jakimś programie
telewizyjnym. Dung także kazał mi czytać zdania ze słownika. Twierdzą, że dobrze czytam.
Kłamczuchy. Za to mówię beznadziejnie i rozumiem tylko jak się do mnie mówi, jak do głupka.
Ale zaczynam czuć, że może się kiedyś nauczę tego języka.;)
Â
A czego teraz Zapka słucha? Ziyo. Słucha i myśli o? :)
Â
Rozmowa do Polski z komórki kosztuje mnie ok. 10.000 za minutę, więc nie jest tragicznie -
1,5zl? Muszę się jeszcze nauczyć doładowywać telefon.:)
Â
Szkoda, że ciocia sobie jedzie. Mami przekaż jej, że mi z nią było naprawdę fajnie i bardzo
jej za wszystko dziękuję.
Â
A wczoraj mnie zaczepił przed akademikiem jakiś chłopak, który chyba dorabia xe omowaniem i
nawet go rozumiałam a on był miły i tak sobie zagadywał - czy na pewno nie chcę nigdzie
jechać, na kogo czekam itp. Ludzie z dyżurki dziwnie na mnie patrzą, bo mam ciągle jakieś
odwiedziny - ciocia, Dung z kolegÄ…, Huyen.
Â
NaprawdÄ™ akademik mi siÄ™ podoba - pomaga w zachowaniu beztroskiego klimatu wakacji, trochÄ™
długich, ale jednak wakacji. Tak się chcę czuć, przed powrotem do Polski, do codzienności i szarego Poznania. Brakuje mi tylko koncertów. Muszę sobie znaleźć jakiś wietnamski zespół i ponownie zostać part-time groupie.;) Dodaję zdjęcia pokoju:
Â
Pokój jest pięcioosobowy, ale jesteśmy tu cztery. Część większą – przy wejściu zamieszkują Ewa i Marysia – mają tu duuużą szafę – którą my też dzielimy, szafę z zamkiem (który nie działa;)), biurka i 3 łóżka. W naszej części są dwa łóżka, dwie małe szafki i dwa stoliki. Brakuje nam krzeseł – są tylko 2. O tym też trzeba pogadać. Wczoraj nas admin, brzydko mówiąc zlał. Jego angielski jest bardzo słaby i ma nas gdzieś, więc dogadanie się nie jest łatwe. Ale to też pozwala poczuć klimat. Stary akademik i podejście do studenta...;)
duża część od jednej strony
nasza mała część
mój osobisty bałagan
duża część od drugiej strony - szafa
łazienka
kabiny - dwa kibelki i prysznic
Â
A tak prezentuję się ja na moim łóżeczku (maam czerwone przykrycie;)). Pogryzły mnie wczoraj na korytarzu jakieś latające robale i zostały mi ciemne plamki po tych ugryzieniach.
Â
Â
Â
Â
1 października 2008
Już drugi dzień bez Internetu. Desperacko poszukiwałam na korytarzu, ale pokazuje, że połączono z siecią a strony dalej nie działają (zasięg 4/5). Wylądowałam nawet u jakichś Amerykanów w pokoju (btw. wiedzieli, gdzie jest Polska i znali Kraków i Wawę). Czy jakiś spec od wifi może mi wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje?
Â
Zaczynam tęsknić: za atmosferą, za konkretnymi ludźmi. I jak zawsze, gdy mogę się zdystansować, zmienia mi się wewnętrzne nastawienie. Ale nie o tym ma być ten blog.
Â
Dzisiaj poszłam z ciocią do jakichś państwa... (Mamo? Zapytaj ciocię i mi wytłumacz raz jeszcze – po polsku i dokładnie, bo nie jestem pewna, czy wszystko zrozumiałam) Pan jest architektem. Było bardzo, bardzo miło. Zostałyśmy zaproszone na obiad. Widziałam ogródek na dachu. Pan wytłumaczył mi, które roślinki są do jedzenia, które pachną (ale nie o tej porze roku...) itp. A w czasie obiadku, widząc, że tak sobie radzę przy korzystaniu z pałeczek (no.. nie umiem kroić nimi tofu;)), Pani mi bardzo pomagała.:) Najedzona. Szczęśliwa.:) A wieczorem już do akademika przyszła koleżanka koleżanki Marysi: Huyen. Zaproponowała, że będzie mnie uczyć wietnamskiego. Chwilę po niej pojawili się anh Dung z kolegą. Mam Dunga troszkę pouczyć angielskiego. Z ciocią było super, ponieważ kazała mi czytać napisy po wietnamsku.
Â
Dziewczynki się rozdzieliły. Nie mam pojęcia, co robiły Ewa i Marysia. Gami zrobiła pierwsze zakupy.
Â
Jedzonko wietnamskie bardzo mi smakuje, ale za dużo mi każą jeść. (Mumku! Czuję się jak mega tucznik!). Muszę zawsze spróbować a to tego, a to tamtego, a tego owocu nie znasz, więc zjedz i tak ciągle. Uh.;) (I ja mam tu schudnąć??????)
Â
Dzisiaj doszło do tego, że wedle termometru w pokoju było 29 stopni a mi było ziiiimnooo (ale może to kwestia wiatraka?).
Â
Czy mogę tu zostać?;)
Â
Idę spróbować złapać łącze Gamraiowym lapkiem.:)))
Jak widać, na Gamraiowym i łączy i działa...
;(
Â
Boję się szczurów biegających po ulicy. Ale wychodzę z założenia, że skoro sa, to mają co jeść i nie będą atakować małych dziewczynek...
Â
Wczoraj miałyśmy z Gam średnio przyjemną przygodę z kolegami z pokoju obok. Próbowałyśmy znaleźć łącze a oni wracali po pijaku. Się nie zorientowałam i skorzystałam z zaproszenia do pokoju. Szybko stamtąd uciekałam, gdy jeden zaszedł mnie od tyłu i zaczął całować po szyi. A już na korytarzu, gdy ja pokazałam obrączkę, on pokazał swoją (Egipcjanin pieprzony...). Potem usiłowali wejść nam do pokoju, ale Ewa ich słownie powstrzymała.
Â
I tila.
:) Już mnie komarzyska totalnie pogryzły, więc dość.
Â
O. Stolik:) w odwiedzinach na wstępie:
30 września 2008
Dzisiaj już się podzieliłyśmy. Po przeniesieniu rzeczy do akademika ja, Gami i ciocia poszłyśmy do miasta. Byłyśmy między innymi na rynku Dong Xuan a poza tym jadłyśmy dużo różnych dziwnych rzeczy. :) Ciocia była spokojna i strasznie kochana. Udało się chociaż trochę porozmawiać.
Â
A teraz tak mnie boli głowa........ Wróciłam o 20:30 na xe omie w deszczu i jeszcze cham chciał ode mnie 2 000. Niby niedużo, ale ciocia już mu zapłaciła, a że „vat ve†(czyli ciężko), to ja też czułam, bo mi spodnie do kolan przemokły. Udawałam, że nic kompletnie nie rozumiem i sobie darował. Tylko coś pod nosem mamrotał.
Â
Z braku sił. Tylko zdjęcia.
chua Ngoc Son - na srodku ho hoan kiem
Â
Â
Â
Â
Â
A to jedzonko dziewczynek sprzed 2ch (3? straciłam poczucie czasu!) dni:
Â
Â
A to centrum handlowe Vincom i kot dla Eli:
Â
Â
Mieszkanie
:) BÄ™dziemy przynajmniej przez miesiÄ…c mieszkać we cztery w pokoju w akademiku. Pokój piÄ™cioosobowy dla nas czterech za 200$. Åazienka przy pokoju tylko dla nas – z dwoma kabinami z sedesami, dwie umywalki, prysznic, miski itp. Wiatrak przy każdym łóżku. Szafy. Stolik dla każdej. Akademik dla obcokrajowców. KtoÅ› nam powiedziaÅ‚ „Cześćâ€. Nie wiemy, kto.;)
Â
Na uczelni bardzo miło nas potraktowali. Miła pani kazała mówić, że dopiero przyjechałyśmy, żebyśmy od ręki dostały akademik. Zajęcia zaczynają się od poniedziałku a w piątek rano wszyscy mamy spotkanie u vice-deana. W przyszłym tygodniu spotykamy się z panem ambasady, który przynajmniej w teorii, jest za nas odpowiedzialny.
Â
Dzisiaj przyjechała też do nas w odwiedziny ciocia Ha z Saigonu. No i zupełnie nie mogłyśmy się dogadać. Do tego ciocia jest niecierpliwa i strasznie krzyczy. Widzimy, że się o nas martwi i stara pomóc, ale bardzo nas zestresowała. Poza tym zabrała nas na obiadek i za niego zapłaciła. Nie pozwoliła nam pojechać do ambasady autobusem, tylko siłą wepchnęła do taksówki i za nią zapłaciła. A my naprawdę całkiem nieźle sobie radzimy same. Troszkę mamy problemy ze znajdowaniem adresów – bo tutaj jest nazwa ulicy a potem nr uliczki w bok i dopiero numer domu (chociaż czasami jest jeszcze uliczka od uliczki a numery domów maja poza cyferkami literki).
Â
Byłyśmy też w odwiedzinach u Ani L., która od jakiegoś czasu mieszka w Hanoi. :)
Â
Generalnie dalej snujemy się po mieście i jest nam całkiem miło i przyjemnie.
Â