Subskrybuje zawartość

odwiedziny

warning: array_merge() [function.array-merge]: Argument #2 is not an array in /domeny/wietnam-info/includes/theme.inc on line 921.

1 października 2008

Już drugi dzień bez Internetu. Desperacko poszukiwałam na korytarzu, ale pokazuje, że połączono z siecią a strony dalej nie działają (zasięg 4/5). Wylądowałam nawet u jakichś Amerykanów w pokoju (btw. wiedzieli, gdzie jest Polska i znali Kraków i Wawę). Czy jakiś spec od wifi może mi wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje?

 

Zaczynam tęsknić: za atmosferą, za konkretnymi ludźmi. I jak zawsze, gdy mogę się zdystansować, zmienia mi się wewnętrzne nastawienie. Ale nie o tym ma być ten blog.

 

Dzisiaj poszłam z ciocią do jakichś państwa... (Mamo? Zapytaj ciocię i mi wytłumacz raz jeszcze – po polsku i dokładnie, bo nie jestem pewna, czy wszystko zrozumiałam) Pan jest architektem. Było bardzo, bardzo miło. Zostałyśmy zaproszone na obiad. Widziałam ogródek na dachu. Pan wytłumaczył mi, które roślinki są do jedzenia, które pachną (ale nie o tej porze roku...) itp. A w czasie obiadku, widząc, że tak sobie radzę przy korzystaniu z pałeczek (no.. nie umiem kroić nimi tofu;)), Pani mi bardzo pomagała.:) Najedzona. Szczęśliwa.:) A wieczorem już do akademika przyszła koleżanka koleżanki Marysi: Huyen. Zaproponowała, że będzie mnie uczyć wietnamskiego. Chwilę po niej pojawili się anh Dung z kolegą. Mam Dunga troszkę pouczyć angielskiego. Z ciocią było super, ponieważ kazała mi czytać napisy po wietnamsku.

 

Dziewczynki się rozdzieliły. Nie mam pojęcia, co robiły Ewa i Marysia. Gami zrobiła pierwsze zakupy.

 

Jedzonko wietnamskie bardzo mi smakuje, ale za dużo mi każą jeść. (Mumku! Czuję się jak mega tucznik!). Muszę zawsze spróbować a to tego, a to tamtego, a tego owocu nie znasz, więc zjedz i tak ciągle. Uh.;) (I ja mam tu schudnąć??????)

 

Dzisiaj doszło do tego, że wedle termometru w pokoju było 29 stopni a mi było ziiiimnooo (ale może to kwestia wiatraka?).

 

Czy mogę tu zostać?;)

 

Idę spróbować złapać łącze Gamraiowym lapkiem.:)))

Jak widać, na Gamraiowym i łączy i działa...

;(

 

Boję się szczurów biegających po ulicy. Ale wychodzę z założenia, że skoro sa, to mają co jeść i nie będą atakować małych dziewczynek...

 

Wczoraj miałyśmy z Gam średnio przyjemną przygodę z kolegami z pokoju obok. Próbowałyśmy znaleźć łącze a oni wracali po pijaku. Się nie zorientowałam i skorzystałam z zaproszenia do pokoju. Szybko stamtąd uciekałam, gdy jeden zaszedł mnie od tyłu i zaczął całować po szyi. A już na korytarzu, gdy ja pokazałam obrączkę, on pokazał swoją (Egipcjanin pieprzony...). Potem usiłowali wejść nam do pokoju, ale Ewa ich słownie powstrzymała.

 

I tila.

:) Już mnie komarzyska totalnie pogryzły, więc dość.

 

O. Stolik:) w odwiedzinach na wstępie:

jedzenie

Mieszkanie

:) Będziemy przynajmniej przez miesiąc mieszkać we cztery w pokoju w akademiku. Pokój pięcioosobowy dla nas czterech za 200$. Łazienka przy pokoju tylko dla nas – z dwoma kabinami z sedesami, dwie umywalki, prysznic, miski itp. Wiatrak przy każdym łóżku. Szafy. Stolik dla każdej. Akademik dla obcokrajowców. Ktoś nam powiedział „Cześć”. Nie wiemy, kto.;)

 

Na uczelni bardzo miło nas potraktowali. Miła pani kazała mówić, że dopiero przyjechałyśmy, żebyśmy od ręki dostały akademik. Zajęcia zaczynają się od poniedziałku a w piątek rano wszyscy mamy spotkanie u vice-deana. W przyszłym tygodniu spotykamy się z panem ambasady, który przynajmniej w teorii, jest za nas odpowiedzialny.

 

Dzisiaj przyjechała też do nas w odwiedziny ciocia Ha z Saigonu. No i zupełnie nie mogłyśmy się dogadać. Do tego ciocia jest niecierpliwa i strasznie krzyczy. Widzimy, że się o nas martwi i stara pomóc, ale bardzo nas zestresowała. Poza tym zabrała nas na obiadek i za niego zapłaciła. Nie pozwoliła nam pojechać do ambasady autobusem, tylko siłą wepchnęła do taksówki i za nią zapłaciła. A my naprawdę całkiem nieźle sobie radzimy same. Troszkę mamy problemy ze znajdowaniem adresów – bo tutaj jest nazwa ulicy a potem nr uliczki w bok i dopiero numer domu (chociaż czasami jest jeszcze uliczka od uliczki a numery domów maja poza cyferkami literki).

 

Byłyśmy też w odwiedzinach u Ani L., która od jakiegoś czasu mieszka w Hanoi. :)

 

Generalnie dalej snujemy się po mieście i jest nam całkiem miło i przyjemnie.

Â