szukanie mieszkania
Jeszcze z niedzieli wieczorem...
W restauracji spotkałyśmy się z pewną Wietnamką, która zobowiązała się poszukać nam mieszkania. Przyszła z kilkoma kartkami ogłoszeń i dzwoniła przy nas na te, które nam się podobały. Mówiła tylko po wietnamsku, więc bardzo śmiesznie się rozmawiało.:) Gdy nie rozumiałyśmy, co mówiła, to pisała nam na kartce i to zazwyczaj rozumiałyśmy. A jeśli nie, to próbowała innymi słowami. Ale jak my mówiłyśmy po wietnamsku, to nas rozumiała...;)
Â
Jesteśmy umówione na wtorek – przyjdzie po nas do hotelu i pójdziemy razem na kolację do jej mamy.:) A jutro wieczorem idziemy w odwiedziny do pani Ani L. - co niektórzy z Was pewnie wiedzą o kim mowa. :)
Â
Huong poradziła, żebyśmy po naszym spotkaniu wybrały się na nocny targ. Wytłumaczyła nam drogę i kazała bardzo uważać na torby. Na razie tylko patrzyłyśmy, ale jak troszkę podszkolimy wietnamski i rozeznamy się w cenach, to coś tam na pewno kupimy.:)
Â
W centrum widać mnóstwo biaÅ‚ych – w przeciwieÅ„stwie do okolic politechniki, gdzie do tej pory najwiÄ™cej chodziÅ‚yÅ›my. Dziewczynki wzbudzajÄ… zainteresowanie. Dzisiaj jeden chÅ‚opiec z rozmarzeniem patrzÄ…c na EwÄ™, powiedziaÅ‚ do kolegi: „sinh dep†(w wolnym tÅ‚umaczeniu – „baaardzo piÄ™knaâ€). A tak siÄ™ prezentujemy na naszym pierwszym „bia hoiâ€, bez Ewy, która robiÅ‚a zdjÄ™cie:
Zdjęcia jeziora nocą:
Â
Droga na targ:
Targ:
Â
Pomnik w okolicy:
Kabelki:
Widok podczas picia bia hoi:
Â
(ta cena... 3.000 VND, gdy przelicznik to 16.500 VND = 1 USD)
Â