jezioro
Weekendowo
:) Jak niektórzy z Was wiedzą, dziecko się pochorowało, więc nie ma nic bardzo ciekawego do napisania. Spędza właśnie trzeci dzień w czeluściach akademika. Niemniej, żeby nie pozostawić bloga tak zupełnie odłogiem, pozbierałam kilka zdjęć...;)
Â
Widok na jezioro Hoan Kiem za dnia. Do tej pory zawsze był nocą i baloniki nie były widoczne...;)
Â
Â
Â
Bilety komunikacji miejskiej – przejazdowe, więc płacisz 3.000 i jedziesz tym autobusem, dokąd tylko chcesz. Bilety kupuje się u „pana biletowego†- w każdym autobusie znajduje się człowiek odpowiedzialny za:
-
sprzedaż biletów
-
ich kontrolÄ™
-
„usadzanie ludziâ€
-
ogólnie pojęte pilnowanie porządku
Â
Niektórzy panowie są w porządku. Niektórzy mniej – np. uwidzi się takiemu, że wszyscy mają stać w tylnej części autobusu i wrzeszczy (dosłownie) na każdego, kto próbuje się wyłamać. Albo też wsiadasz do autobusu, podchodzisz do pana z zamiarem kupna biletu a pan chwyta cię dwoma rękoma i usadza na pierwszym bliższym siedzeniu i nie ma nic dobrego w oczach. Niekiedy można się zestresować.;)
Â
Wsiadamy zawsze przednimi drzwiami. Wysiadamy tylnimi. Uwaga: niekiedy wysiadasz w biegu, bo kierowcy nie chce się zatrzymywać, więc tylko zwalnia i otwiera drzwi.
Â
Ogólnie komunikacją miejską przemieszcza się całkiem wygodnie. Wprawdzie nie zaobserwowałam rozkładu z godzinami, ale autobusy jeżdżą dosyć często. Trzeba tylko przywyknąć do pana porządkowego i beztroski kierowcy – czasami się nie zatrzymuje, czasami wręcz przeciwnie – potrafi wysiąść na czerwonym świetle i iść na herbatę...
Â
Zmieniamy temat. Jakiś czas temu znalazłam w markecie takie oto cudo:
napój energetyczny o wdzięcznej nazwie Samurai.
Â
Coca-Cola i wszystko jasne.
Â
Poza tym moje ostatnie zakupy (wtorek?):
Â
Próbowałam się jeden dzień leczyć naturalnie, ale się poddałam.;) Nie lubię się dusić w nocy.
Â
Teraz łykam amodex, na noc pyralgin (chociaż dzisiaj już chyba odpuszczę) i 2 razy dziennie soczek ze świeżych pomarańczy.
Â
Co do nauki – z panem wtorkowo-czwartkowym (thay Hung) rozpoczynamy nowy podręcznik.Wygląda ambitnie, taki klasyczny podręcznik typu advanced. Teksty i rozmaite ćwiczenia – znajdź słowa a tekście o takim samym/przeciwnym znaczeniu, wstaw w lukę odpowiednie słowo, odpowiedz na pytania, prawda/fałsz, rozsypanki itp.
Â
Â
I to by było tyle na sobotę.:)
:)
Â
Wasza antybiotyczka.;)
Â
(Aha! Chciałam tylko publicznie pochwalić Pawełka za dzielne noszenie okularów.:) I podziękować Chrumkowi za nocne smsy:))
Â
Â
Wpis z korytarza, spod pokoju 400, akademik A2, 25 Ta Quang Buu, Ha Noi, Wietnam
Właśnie wróciłam z wyjazdu na miasto.:) Spędziłam przesympatyczny wieczór w towarzystwie Dunga - bratanka wujka Hoa z Saigonu. Zadzwoniła do niego ciocia Ha i kazała mu się ze mną spotkać;). Ciocia wzięła się na poważnie za moją naukę. Przysłała mi wczoraj smsa, że uczy się pisać maile, żebym mogła z nią korespondować i ćwiczyć pisanie!:)
Â
Dung zadzwonił wczoraj i umówił się ze mną na 7mą w akademiku. Przyjechał po mnie. Wsiadłam na motorek i pojechaliśmy....:) na kurę. :) Tak więc pierwszy raz miałam okazję spróbować kurzych łapek:) i muszę przyznać, że mi smakowały. Po jedzonku nowy znajomy zabrał mnie na lody... :) Po lodach pojechaliśmy nad brzeg nieznanego mi jeziora (zaraz sprawdzę na mapie;)). A co najważniejsze - przez większość czasu próbowaliśmy chociaż trochę rozmawiać. Wprawdzie czuję się przy nim strasznie głupia i mam wrażenie, że nic nie rozumiem (i to nie jest tylko wrażenie), ale jest miło. ;) On pokazuje mi przedmioty i mówi po wietnamsku - ja podaję mu słówka angielskie. Na koniec był śmieszny incydent ze szczurkiem, który struty czymś padł na macie pary obok.;)
Â
A w środę po pracy zabiera mnie do kina!:)
Â
To jest notka na szybko;) a jutro wkleję opis traumatycznego poranka w szpitalu Bach Mai;). Przeszłyśmy serię badań, żeby uzyskać jakieś ubezpieczenie....;) Było co najmniej ciekawie...
Rocznica, uczelnia i inne żelki.
Dzisiaj zakończyłyśmy pierwszy tydzień zajęć na wietnamskiej uczelni. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami mamy zajęcia 4 razy w tygodniu od 13:30 do 16:20. W poniedziałki i piątki uczy nas pan Dân – pracujemy z podręcznikiem, który rozpoczęliśmy w Polsce – poziom C. Twierdzą, że wysoki. We wtorki i czwartki jest ciekawiej – pan Hùng stwierdził, że nasza wiedza jest wystarczająca, by poprowadzić zajęcia w inny sposób. Przez tydzień rozmawiamy na konkretny temat a potem musimy napisać wypracowanie o naszych przemyśleniach. We wtorek zaczęliśmy od rozmowy o rodzinie – na pierwszy ogień poszłam ja. Wałkowali mnie przez 2 godziny. Potem każdy krótko się przedstawił i dyskusja potoczyła się na troszkę inne tory – porównanie rodziny wietnamskiej/azjatyckiej a polskiej/europejskiej.
Â
Tak wyglądał nasz skład w czasie pierwszych zajęć:
z przodu: Karolina, Marysia, Kamil, z tyłu: Ali, stażysta z Białorusi i Tomek (prywatnie brat Kamila;))
Â
Marysia postanowiła zmienić grupę i przerabiać podręcznik na poziomie B z innymi studentami (prawdopodobnie z Rosji, Białorusi i Mongolii), więc zostało nas pięcioro.
Â
Nasza klasa:
Â
Widok z okna klasy:
Â
Widok z korytarza uczelni:
Â
Ja i Karo przed zajęciami:
Â
Po dzisiejszych zajÄ™ciach wybraÅ‚yÅ›my siÄ™ „na miastoâ€.;)
Â
Tutaj też wpadli na taki sposób reklamy:
Â
W wielu miejscach tablice, nawet elektroniczne - liczące dni. Wszyscy przygotowują się do obchodów 1000-lecia założenia stolicy:
Â
Wietnamskie budownictwo...;)
Â
A oto, co dzisiaj znalazłyśmy w jednym z marketów:
Â
Wieczorem spacer nad jeziorem Hoan Kiem... Dzisiaj jest 54 rocznica oswobodzenia stolicy i okolica została pięknie oświetlona. Miało się coś dziać, były jakieś sceny... i nic. Nie zaobserwowałyśmy żadnych występów... Leciała jakaś muzyka z taśm. Ludzie nie wykazywali zainteresowania.
Â
Na koniec bonus...
Â
Mój i Gamisiowy kącik – dorobiłyśmy się moskitier i co więcej, mamy w końcu własne krzesła.;)
Â
Moje naczynka.
Â
Jedno z naszych zwierzątek. Śmieszne dźwięki wydaje wieczorami.:)
Â
Przypuszczamy, że mamy tu jeszcze jakiś gatunek zwierza. Gamrai zaobserwowała bobki w łazience. Gryzionie się powoli zwijają do domu na zimę?
Â
Aha... Mają tu żelki. Cena w przeliczeniu – 5 zł/kg.
Â
Na koniec końca - aktualny skład pokoju – zdjęcia do legitymacji na smutno;)
Â
Â
Â
Â
Â
3 października :) Spacer po parku. Uczelnia. Ambasada.
Dzisiaj o 9:00 rano miałyśmy spotkanie na uczelni. Jako że z Polski poza nami nikt nie przyjechał, będziemy wszyscy w jednej grupie: ja, Gami, Kamil od nas z grupy, Tomek, brat Kamila z roku wyżej i Marysia z Warszawy, która uczyła się j. wietnamskiego dwa lata (jedne zajęcia tygodniowo). Na razie padła decyzja, że uczymy się od podręcznika na poziomie C, od rozdziału, na którym skończyliśmy w Polsce. Tak więc nie cofamy się a idziemy do przodu.:) Zajęcia w poniedziałek, wtorek, czwartek i piątek – od 13:30 do 16:20 – jeden dzień więcej niż zeszłe lata. Zaczynamy od poniedziałku. Kamil jako jedyny facet na spotkaniu został mianowany „gospodarzem†(przewodniczącym?) grupy.
Ok. 10 wylÄ…dowaÅ‚yÅ›my z Gami w pobliskiej kafejce z wifi. WypiÅ‚yÅ›my po mrożonej herbatce z mlekiem i limonkÄ… i stamtÄ…d wysÅ‚aÅ‚am dwie ostatnie notki oraz zadzwoniÅ‚am do Maminka.:) ÅšciÄ…gnęłam sobie thunderbirda, coby Wam Å‚adnie i na spokojnie na maile odpisywać oraz yahoo messengera. Tak... PoddaÅ‚am siÄ™, gdy kolejna osoba zapytaÅ‚a o moje „IDâ€. Oni tu wszyscy tego używajÄ….
Â
Po dointernetowaniu poszłyśmy na jedzonko, wróciłyśmy do akademika i wyruszyłyśmy do ambasady. Pojechałyśmy autobusem i trafiłyśmy szybko i bez żadnych problemów. Robimy postępy.:) W ambasadzie dofinansowałyśmy się na październik, więc na razie z głodu nie umrzemy. Może.;)
Â
W przeciwieństwie do Ewy i Marysi, które dzisiaj zrobiły sobie mały maraton: mauzoleum Ho Chi Minh'a i Van Mieu za jednym zamachem, ja i Gam postanowiłyśmy odpocząć i zrobić trochę zdjęć z nami w rolach głównych (niektórzy z Was o nie prosili:)). Wybrałyśmy się więc do parku nieopodal naszej uczelni – Bach Khoa (miejscowa politechnika).
Â
Pośrodku parku znajduje się Hồ (jezioro) Bẩy Mẫu. Cały park żyje. Ludzie przychodzą tu pobiegać, poćwiczyć albo po prostu odpocząć. Drugą grupę stanowią zakochani (całujący się na ławeczkach) i młode pary pozujące do ślubnych zdjęć. Ruch jest naprawdę duży a mimo to przyjemnie jest tam pójść i trochę się zrelaksować. :)
Â
A o to efekty naszej sesji:
Â
Â
Â
Â
Â
Â
Â
Â
Â
Â
smocza kolejka:
Takie tu majÄ… piesy:
Tak tu się wożą:
Â
Tak tu mieszkajÄ…:
Â
I na koniec:
Akademik:
Ja na podwórku akademika:
Widok z okna na korytarzu akademika wieczorem:
Nasze podwórkowe pieski.
Â
Dzień trzeci...
:) Na początek zdjęcia naszego pokoju hotelowego:
widok pokoju od jednej strony
widok pokoju od drugiej strony
łazienka w standardzie europejskim
poduszeczka
Â
Wstałyśmy dzisiaj rano z Gami o 7mej i wyruszyłyśmy w drogę do Thuy Anh – Ani, u której rok temu mieszkała nasza koleżanka z roku, Asia. Po raz pierwszy pojechałyśmy autobusem. Nie obyło się bez małej wpadki – na początku próbowałyśmy pojechać w złą stronę, ale pan od biletów nas zawrócił.;)
Â
Dojechałyśmy całkiem szybko. Dałyśmy prezenty od Asiora, pogadałyśmy. Ania pomogła nam wymienić troszkę pieniędzy i kupić owoce.:) Pierwszy smoczy owoc za nami... (Mami, jak on się nazywa po wietnamsku??) Kupiłyśmy też pomarańcze. Także wiemy już, jakie ceny powinny mieć te owoce.;)
Â
Od Ani dostałyśmy rzeczy pozostawione przez Asiora. A tak prezentuję się w liliankowej maseczce, daszku i z parasolką: ;)
A to jest Słonik, który przyniesie nam szczęście w poszukiwaniach mieszkania. ...Tak się z nim umówiłyśmy... Nie obyło się bez gróźb, ale Słoniki to ogólnie dobre zwierzątka są....;)
Jestem już opalona:
;)
Nadal dobrze siÄ™ bawimy.
Â
Około południa spotkałyśmy się z wujkiem pani Ha z restauracji. Odwiedził nas w hotelu. Porozmawialiśmy i wymieniliśmy kontakty. Obiecał zadzwonić do znajomego i zapytać o mieszkanko dla nas.
Â
Aktualnie (14:10 – w Polsce 9:10) siedzimy sobie na łóżkach, klikamy i słuchamy... kogo? kogo? Szanownego Pana Smolika.;)
Â
A ja i Gamrai prezentujemy siÄ™ o tak:
Ten pomiędzy to nie tylko nasz Słonik przynoszący szczęście, ale też nasz aktualny, wspólny wprawdzie, ale jednak facet. Śpimy w trójkę na jednym łóżeczku...;)