Dzień trzeci...
:) Na początek zdjęcia naszego pokoju hotelowego:
widok pokoju od jednej strony
widok pokoju od drugiej strony
łazienka w standardzie europejskim
poduszeczka
Â
Wstałyśmy dzisiaj rano z Gami o 7mej i wyruszyłyśmy w drogę do Thuy Anh – Ani, u której rok temu mieszkała nasza koleżanka z roku, Asia. Po raz pierwszy pojechałyśmy autobusem. Nie obyło się bez małej wpadki – na początku próbowałyśmy pojechać w złą stronę, ale pan od biletów nas zawrócił.;)
Â
Dojechałyśmy całkiem szybko. Dałyśmy prezenty od Asiora, pogadałyśmy. Ania pomogła nam wymienić troszkę pieniędzy i kupić owoce.:) Pierwszy smoczy owoc za nami... (Mami, jak on się nazywa po wietnamsku??) Kupiłyśmy też pomarańcze. Także wiemy już, jakie ceny powinny mieć te owoce.;)
Â
Od Ani dostałyśmy rzeczy pozostawione przez Asiora. A tak prezentuję się w liliankowej maseczce, daszku i z parasolką: ;)
A to jest Słonik, który przyniesie nam szczęście w poszukiwaniach mieszkania. ...Tak się z nim umówiłyśmy... Nie obyło się bez gróźb, ale Słoniki to ogólnie dobre zwierzątka są....;)
Jestem już opalona:
;)
Nadal dobrze siÄ™ bawimy.
Â
Około południa spotkałyśmy się z wujkiem pani Ha z restauracji. Odwiedził nas w hotelu. Porozmawialiśmy i wymieniliśmy kontakty. Obiecał zadzwonić do znajomego i zapytać o mieszkanko dla nas.
Â
Aktualnie (14:10 – w Polsce 9:10) siedzimy sobie na łóżkach, klikamy i słuchamy... kogo? kogo? Szanownego Pana Smolika.;)
Â
A ja i Gamrai prezentujemy siÄ™ o tak:
Ten pomiędzy to nie tylko nasz Słonik przynoszący szczęście, ale też nasz aktualny, wspólny wprawdzie, ale jednak facet. Śpimy w trójkę na jednym łóżeczku...;)
Dodaj nowy komentarz