Emilia Krywko Google+ 9 rzeczy, które warto zrobić w Hội An | wietnam.info - blog o Wietnamie
wietnam

15 paź 2014

9 rzeczy, które warto zrobić w Hội An

Hội An to urokliwe miasteczko (120 tys. mieszkańców;)) w środkowym Wietnamie. Spędziłam tam w życiu łącznie tydzień i nadal uważam, że to za mało.  Oto, co według mnie warto zrobić w tym miejscu (kolejność przypadkowa!):

  1. Zjeść.
    Specjalnością Hội An są cao lầu - pewien rodzaj makaronu z wieprzowiną i zieleniną oraz bánh bao bánh vạc - pierożki ryżowe w kształcie różyczek. Zdecydowanie najlepsze w stosunku do ceny cao lầu jest serwowane w sekcji jadalnej na targu. Próbowałam w kilku miejscach, gdzieniegdzie ostro przepłacając, ale okazało się, że najsmaczniejsze jedzenie jest właśnie tam. W Hội An popularne są też hoành thánh  - czyli "pierożki" wonton.

    cao lầu w wydaniu targowym
  2. Wynająć rower.
    Jazda na rowerze jest czymś, co mnie uskrzydla (i koloruje moje nogi). To dlatego nic nie sprawiło mi takiej frajdy jak przejażdżka po miasteczku i okolicy na rowerze. Bez problemu można dojechać na pobliskie plaże - najbliższa mieści się ok. 3 km od Hội An. Kolejne są nieco dalej, ale za to jest tam pusto... Wynajem roweru na cały dzień na początku 2013 r. kosztował 20.000 VND ~ 1$ (bez targowania).

    jedna z plaż w okolicach miasta

  3. Zwiedzić starówkę.
    Standardowe bilety w Hội An pozwalają na zobaczenie kilku rodzajów atrakcji wymienionych na dołączonej ulotce. Jest jednak sporo miejsc, do których wejściówki są niepotrzebne i znajdziemy je na mapce.

    Ulotka załączana do biletu w 2013: mapka
    (w 2009 ulotka wyglądała bliźniaczo, ale miała dodatkowo j. francuski;))
    Ulotka załączana do biletu w 2013: lista rzeczy do zobaczenia
    (w 2009 ulotka wyglądała bliźniaczo, ale miała dodatkowo j. francuski;))
    Tak wygląda bilet po oberwaniu wejściówek do wybranych miejsc.
  4. Zrobić zakupy. Skorzystać z usług krawca lub szewca.
    Ci rzemieślnicy są jedną z wizytówek miasta. Więcej nt. szycia ubrań w Hội An pisałam już w tym tekście.
    To tutaj dobrze też zakupić lampiony - miasto z nich słynie. :)



  5. Iść na nocny spacer. 
    Nocą miasteczko cichnie, ale właśnie wtedy łatwiej jest docenić tutejsze lampiony, oświetlone kapliczki itp. Mostek japoński jest otwierany i można przez niego przechodzić bez biletów (świątynka jest zamknięta). Nad rzeką kolorowe łódki rzucają odblaski na wodę...



  6. Odkryć rzekę.
    Zwykle turyści dochodzą do pierwszego mostu na rzece Thu Bồn. Przechodzą nim co najwyżej na drugą stronę, żeby iść do knajpek przy brzegu albo na pobliski nocny targ, i tyle. Pójdź jeszcze niecałe pół kilometra dalej - na południe i zobacz więcej.
    roboczy rysunek ;)


  7. Odwiedzić Kazika.
    Obowiązkowy punkt zwiedzania dla każdego Polaka. Poszukać pomnika Kazimierza Kwiatkowskiego, polskiego konserwatora zabytków, który wniósł niebagatelny wkład w istnienie hoiańskiej starówki, i zainspirować się tą postacią. Łatwo go znaleźć, wystarczy zapytać. :-)



  8. Skorzystać z usług kosmetycznych.
    W uliczkach okalających rynek od północy i południa znajdują się mniej i bardziej ruchome zakłady kosmetyczne. Można je rozpoznać po paniach machających przed oczami nitką, lakierem do paznokci albo  czymś podobnym. Ceny niskie. Jakość - jak Cię mogę. Depilacja nitką jest czymś w Polsce wciąż rzadko spotykanym - warto zobaczyć, na czym polega. Panom oferowane są peelingi i masaże. ;)



  9. Zrobić sobie zdjęcie ze smokiem i wysłać na   

    Zdjęcia posłużą do stworzenia smoczej galerii na wietnam.info. Smoka możecie odwiedzić w Kantońskim Domu Zgromadzeń (Hội quán Quảng Triệu). Kiedyś na blogu istniała galeria uśmiechów czytelników - wiecie, jak fajnie zobaczyć teraz po kilku latach te uśmiechnięte twarze? :D

10, 11, 12... 
Wypić kawę w maleńkiej kawiarence na łódce. Jechać do Mỹ Sơn. Zwiedzić wyspy Czamów. Spróbować wszystkich rodzajów owoców na targu - można się z paniami umówić, że płacimy po prostu 30.000 VND za kg i brać wszystko; za niektóre owoce przepłacimy, za inne wręcz przeciwnie. ;) Bardzo polubiłam miejscowe targowisko i zaglądałam tam codziennie.
Tu było sympatycznie i serwowali dobrą kawę. :-)

Hội An to miejsce, w którym można się zakochać - ma wyjątkową atmosferę. Jest to dawny port portugalski, z architekturą łączącą wpływy chińskie, japońskie i wietnamskie... Zostałam nim oczarowana i z przyjemnością wspominam spędzone tam chwile. A jak Wasze wrażenia z tego miasta? Spodobało się Wam, czy wolicie bardziej imprezowe i wielkomiejskie klimaty? A może chcielibyście dodać coś do listy? Zapraszam do dyskusji w komentarzach. :-)

6 komentarzy:

  1. Mnie sie podoba Twoj styl pisania i to bardzo! Ludzie czesto (w tym ja) pisza takie flaki o roznych miejscach, ze po prostu nie da sie tego czytac :) Twoj post ma tak lekka i ciekawa forme, ze zrobilo mi sie smutno, kiedy sie skonczyl! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To chyba przez lata wprawiania się w pisaniu i formatowaniu najróżniejszych tekstów 'na potrzeby Internetu', jako wsparcie firmy męża. Niestety z tego samego powodu muszę się pilnować, żeby nie nadużywać potocyzmów i nie przesadzać z upraszczaniem tekstów. Przeczytałam kilka wpisów na Twoim blogu i uważam, że zdecydowanie przesadzasz z tymi flakami. :-)

      Usuń
  2. Byłem,w zeszłym roku,zakochałem sie w tym miejscu....bardzo tesknię...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaka szkoda, że nie odkryłam wcześniej tego bloga! Bardzo trafne porady - mnie również Hoi An się spodobało, ale niestety pogoda uprzykrzyła nam nieco cały pobyt (www.gadulec.me/hoi-an-podsumowanie-roku). Życzę wszystkiego dobrego w nowym roku i pozdrawiam z Koh Tao!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny,obrazowy komentarz.Wybieram się w drugiej połowie lutego do Wietnamu północnego.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem wlasnie na miejscu.. cudownie!!

    OdpowiedzUsuń

Napisz, co myślisz o tym tekście!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...