Drink English
- Cześć!
- Hello, my darling.
- Masz cukier? Marysia gotuje i...
- Leży gdzieś na stoliku. Poszukaj.
Szukam.
- Co dzisiaj robisz?
- Dokończę rozmowę ze znajomą i jadę do jakiejś kawiarni. Spotkałem dzisiaj rano na uniwesytecie laskę i mnie zaprosiła. Także pojedziemy tam. Pogadamy...
- Z kim jedziesz?
- Z Tobą.
I tak właśnie tam trafiłam.:)
"Drink English" to nowo otwarta kawiarnia przy 104/74 Nguyen Chi Thanh. Miejsce wyjątkowe ze względu na specyficzny cel - ułatwić studentom wietnamskim naukę języka angielskiego. 2-3 razy w tygodniu odbywają się tam wieczorki tematyczne trwające około godziny. Właściciele starają się przyciągnąć obcokrajowców, aby Wietnamczycy ćwiczyli "na żywym materiale". Tematy ustalane są na miesiąc z góry, więc można wybrać taki, który nas zainteresuje. W dniu dyskusji na stolikach rozłożone są karteczki z rozpisanymi różnymi zagadnieniami dotyczącymi tematu. Cennik nie straszy - kawa z mlekiem już za 12.000 VN. Poza napojami w ofercie znajduje się też jedzonko.:) Można sobie przyjść, posiedzieć, poczytać książkę. Znajdziecie tu dwa regały z różnymi książkami anglojęzycznymi.
Spędziliśmy tam 2 godzinki. Wymieniliśmy kontakty... Powstała też pewna idea... ale o tym kiedy indziej...
Lucynkowe przemyślenia, epizod kolejny, tym razem o sporcie.
Natchnął mnie wątek o bieganiu na forum pozycjonerów. I tak rozpędu napisałam im co nieco a potem pomyślałam, że chciałabym, żeby także czytelnicy tego bloga mogli to przeczytać i troszkę się nad tym zastanowić.
"Nie wiem, na ile jako żona mogę się wypowiadać w tym temacie... ale co mi tam.
Moja przydługa refleksja:
Jestem sobie w Wietnamie od kilku miesięcy. Codziennie o poranku i wieczorami parki są pełne ludzi. Wietnamczycy ćwiczą - tenis, badminton, bieganie, spacery, skakanka, sztuki walki, ichniejsze odmiany tai chi, aerobik, kursy tańca (w najbliższym parku naliczyłam po 3-4 grupy kursantów tylko rano...)... Są tu i młodzi, i starzy... Wielu z nich nie ma kasy na porządny dres, sportowe buty... Ćwiczą nawet w klapkach. Czuje się tego "sportowego ducha". W ilu parkach w Polsce biega człek na człeku? W ilu nie patrzą na Ciebie z zaciekawieniem, gdy przyjdziesz w sportowych ciuchach i ruszasz się intensywnie? Atmosfera jest genialna... Widać, że każdy chłonie ten ruch... I walić zanieczyszczenie powietrza, możliwości urazów... ćwiczenia fizyczne poprawiają nastrój, dodają życiu życia a nam niesamowitej energii. I to, że nie mam super wyjechanych butów do biegania, nie znaczy, że źle biegam i nie robię tego najlepiej jak potrafię. Ruch to zdrowie i tyle. A im więcej ludzi dookoła macha łapkami i nóżkami w różne strony, tym łatwiej samemu się zmobilizować. Jak bardzo byś nie machał, i tak nie wyglądasz i nie czujesz się jak dziwak..![]()
Porównując nasze społeczeństwa, trzeba stwierdzić, że my "Tay" ("białasy", ale brzmi to po wietnamsku tak swojsko z poznańska) zasiedzieliśmy się paskudnie. Warunki do uprawiania sportów mamy niepomiernie lepsze a nie chce się nam zadka ruszyć. Smutne dość, informatyczna braci.
Nie krzyczeć, że generalizuję. Miało być uogólnione.
Na koniec kobiecego wtrątu ciekawostka - w naszym cudnym parku Lenina (wszyscy tak o nim mówią, choć na bramie jak byk stoi "Park Zjednoczenia"), jeśli nie ćwiczysz, płacisz za wstęp.
"
wpadło i wypadło
Czasami jest mi tu tak wesoło, pozytywnie... i jestem pełna energii do tego stopnia, że zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno wietnamskie powietrze nie jest pełne jakiegoś narkotyku...;)
To, co małe dziewczynki lubić zwykły, czyli zoo...;)
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- następna ›
- ostatnia »